Herbatki?
Kochani!
To nasz przedostatni dzień w Rwandzie. Już jutro powrót ale na razie nie o tym, nie ma co kraść tematów na bloga jutrzejszej osobie.
Ten dzień zaczął się cudownie. Początek dnia nad jeziorem Kivu, był pięknym doświadczeniem. Wspólnie z Krystianem napawaliśmy się widokiem jeziora o poranku.
Później nastąpiły lekkie komplikacje, gdyż miał się odbyć wyjazd do fabryki herbaty, a tu jednak okazało się, że będzie Msza, bo tak szybko nas tam nie chcą. Ale czy jakoś wielce nas to zdziwiło?? Nie. Afryka się rządzi pod tym względem swoimi prawami i nikt się tym mocno nie przejmował, że wyszła nagła zmiana planów, a słowa Brata Zdzicha „Spokojnie, spokojnie” tylko dodały dodatkowego uśmiechu.
Msza jak zawsze była pięknym punktem dnia i dla mnie to właśnie one na długo zapadną w pamięci. Przeżywanie w takiej wspólnocie, najcudowniejszego momentu jakim jest Eucharystia, zawsze napawało mnie uśmiechem, a znak pokoju, który się rozsyłał w uśmiechach, machaniem rąk, był bardzo piękny.
No i po tym w końcu udało się nam wskoczyć do busa i wyruszyliśmy do krainy herbaty. Wpierw zatrzymaliśmy się na plantacji, gdzie Kuba chyba przeżywał doświadczenie Nieba na Ziemii. Każdego z nas radowało, gdy z miłością patrzył na każdy krzew i liść. A po ścieżkach to się przemieszczał jak młoda łania. Naprawdę był to piękny widok, gdy widzi się kogoś kto ukazuje prawdziwą wewnętrzną radość z możliwości spełniania swego hobby.
Po plantacji trafiliśmy do fabryki, gdzie mieliśmy full wypas oprowadzanie, bo oprócz jednego lokalnego przewodnika, to w sumie też mieliśmy drugiego, którym był oczywiście Kuba (podziwiam jego wiedzę na ten temat). Każdy z nas dostał specjalny strój i wyruszyliśmy podziwiać całą manufakturę. To było piękne poznać wszystkie najmniejsze sekrety na temat procesu powstawania herbaty, by była ona możliwa do spożycia.Po całej wycieczce nadszedł czas na niespodziankę, a dokładniej na rejs statkiem po jeziorze Kivu. Tutaj pozwolę sobie na ocene tego całego rejsu tytułem filmu „Śmierć w Wenecji”. Kto zna, ten wie co przeżywaliśmy😉.Po wodnej podróży przybył czas na długą podróż szosową, bo czas nadszedł by powrócić do Kigali. Trasa mimo, że długa, to minęła w dobrej atmosferze i po około 5-6 godzinach trafiliśmy na nasz nocleg. Tam po rozpakowaniu oraz kolacji, czekał nas bardzo radosny moment, a dokładnej moment świadectw. Spotkaliśmy się wspólnie w pokoju i każdy opowiadał, co przeżywał itd. Chętnie chciałbym zacytować kilka osób, gdyż poruszyły moje serce ich słowa, ale zachowam ich prywatność. Mogę jedynie rzec, BARDZO WAM WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ ❤️.
Dobranoc i pozdrawiam księdza Piotra, który jutro będzie to czytał dla nas wszystkich najprawdopodobniej już na lotnisku.
Jakub M.






Komentarze
Prześlij komentarz