„Droga na północ”
Uszanowanko!
Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy Mszą Świętą w miejscu, w którym nasza przygoda się zaczęła - w Kigali.
Czas płynie nam nieubłaganie szybko, a wspomnienie ostatniej Mszy w tym miejscu, która odbyła się ponad dwa tygodnie temu, uświadamia tylko ile wydarzyło się w tym czasie.
Po śniadaniu spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy na najbliższe dni i wyruszyliśmy do naszej kolejnej destynacji - wioski Ruhondo Remera, położonej na wysokości około 2000 m n.p.m., w malowniczej, górzystej scenerii.
W drodze mieliśmy okazję zatrzymać się i skosztować lokalnego street food’u - szybko napełniliśmy swoje żołądki pierożkami z mięsem, szaszłykami i pieczonymi ziemniakami.
Na ulicy nie dało się zignorować wszechobecnego chaosu. Niesamowite jak w Afryce duży tłok jest na porządku dziennym a „przestrzeń osobista” praktycznie nie istnieje.
W międzyczasie podziwiania pięknych, górzystych widoków, brat Zdzichu standardowo sypał ciekawostkami jak z rękawa - zobaczyliśmy krzewy kawowe i dowiedzieliśmy się, że bananowiec rośnie 9 miesięcy, zanim wyda pierwsze owoce.
Po kilku godzinach podróży w końcu dotarliśmy do upragnionego celu, gdzie na miejscu przywitał nas deszcz i rześkie powietrze. Zapierający dech w piersi widok sprawił, że czas wolny do wieczornych modlitw i kolacji spędziliśmy na dworze.
Przyroda Rwandy nadal niesamowicie potrafi nas zaskoczyć i z każdym dniem coraz bardziej zachwycać.
Po kolacji wyciszyliśmy się na adoracji, a następnie udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.
Jadzia ✨






Komentarze
Prześlij komentarz