Dobrze, że jesteś!


Witajcie w kolejnym dniu naszych rwandyjskich poczynań. Czas mija nam nieubłaganie szybko. Straciliśmy troszkę rachubę czasu i z ogromną trudnością przychodzi nam ustalenie jaki jest dzień tygodnia oraz ile dni pozostało do końca naszego doświadczenia. 

Troszkę w myśl powiedzenia, że „szczęśliwi czasu nie liczą”. Kibeho może się poszczycić tym, że widzi nasze twarze nie tylko muśnięte słońcem, ale i uśmiechnięte. I to są takie uśmiechy, które wynikają z prawdziwej radości i przemiany czegoś wewnątrz nas.


Jeśli chodzi o nasze prace u Sióstr to szycie map, porządkowanie bawialni, czy malowanie płotu stało się już naszą rutyną. Ale i ona jest piękna. Dzisiaj w trakcie niej wspominaliśmy nasze dzieciństwo i nasze relacje z rodzicami (którzy pewnie czytają tego bloga i w tym miejscu bardzo serdecznie Was pozdrawiamy i jesteśmy wdzięczni za Wasze wsparcie! ❤️) 

Wracając od Sióstr, odwiedziliśmy miejsce pamięci ludobójstwa w Kibeho. Wywarło na nas potężne wrażenie i wprawiło w stan zadumy i smutku. Mogliśmy pomodlić się przy zbiorowych mogiłach, gdzie spoczywa 30 tysięcy ofiar zamordowanych w tamtejszym kościele w trakcie tej tragedii. Dotykanie ścian świątyni, która słyszała ostatnie modlitwy niewinnie zamordowanych Rwandyjczyków,  było dla nas ogromnym przeżyciem. Jesteśmy niezwykle wdzięczni diakonowi Blaise, który przybliżył nam jej historię! 

Po południu przeżyliśmy także drogę krzyżową. Każdy z nas przygotował jedną stację i razem dziękowaliśmy Jezusowi za dar zbawienia! 

To dla nas bardzo piękne, że będąc wśród tej społeczności, możemy dotknąć także jej historii i spędzić czas z jej żywym świadkiem - bratem Zdzichem, który na każdym posiłku opowiada o swoim doświadczeniu tego miejsca! Bardzo porusza mnie to, jak on żyje, jak się modli, jak funkcjonuje w tym miejscu. 

Dzisiaj mieliśmy okazję zatroszczyć się o naszego księdza Piotra, który się rozchorował. Cały tydzień dzielnie z nami pracował, tańczył i był razem z nami we wszystkich czynnościach, jakich się podejmowaliśmy. 

Dzień, jak co dzień zakończyliśmy kompletą i Apelem Jasnogórskim. To już nasza tradycja, że każdego wieczoru, łapiemy się za ręce i oddajemy w ręce Maryi cały nasz dzień. Zawsze mówimy wtedy do siebie „dobrze, że jesteście” 

I pod koniec dnia, dochodzę do wniosku, że rzeczywiście dobrze, że są i że nie jestem w tym doświadczeniu sama. Zbliżając się do siebie, służąc sobie nawzajem, zbliżamy się też do serca Jezusa! 


Marysia 🐚

Komentarze